U STÓP URALU, Perm i okolice

W Perm zatrzymałam się głównie ze względu na Perm-36. Samo miasto zapewne nie różni się od większości miast w dalszych rejonach Rosji, poradzieckie blokowiska na obrzeżach oraz centrum, które jest plątaniną XIX wiecznej architektury i geniuszu socjalistycznego budownictwa.20180613_175037

Do Perm dojeżdżam po godzinie 22, złapanie taksówki na dworcu graniczy z cudem, trzeba ją zamówić telefonicznie. Jasne, dogadam się… Udaje mi się w końcu złapać jedną, po 5 minutach utykamy w korkach. Okazuje się, że są dzisiaj obchody Dnia Miasta, a późnym wieczorem pokazy sztucznych ogni. Zastanawiam się jak nudne i monotonne musi być życie w takim mieście, skoro fajerwerki wygnały na ulice połowę mieszkańców . Pani taksówkarz ma ubaw – obejrzą fajerwerki w korkach. Po szybkiej konsultacji z koleżanką po fachu udaje jej się znaleźć mój hostel, który mieści się na blokowisku zaraz za centrum. Czeka jeszcze, aż bezpiecznie wejdę do budynku, macha na pożegnanie. Fajnie, czasami ludzie są mili. Pierwsze, co mnie uderza w hostelu to warunki, które tak diametralnie różnią się od warunków, w których mieszkałam w St. Petersburgu i Moskwie. Sterylnie czysto, nowe wykończenia, brak zapachu stęchłej nory, w zasadzie brak jakiegokolwiek zapachu, duże łóżko, mogę w końcu spać jak żaba.

20180613_181057Jako że nie mogłam się przedrzeć przez gąszcz sprzecznych informacji w internecie, rano decyduję się wybrać do biura Informacji Turystycznej. Dostaję tam wydruk z instrukcją jak dostać się do jaskini lodowej w Kungur i do Perm-36. Informacje są w języku angielskim, co oszczędza mi trochę gimnastyki z tłumaczeniem. Pierwszy cel podróży to Kungur, miasteczko znajdujące się ok 2h jazdy busikiem z Perm. Do dworca autokarowego mam 10 przystanków miejską marszrutką, zakładam słuchawki na uszy, włączam muzykę, po dwóch przestaję liczyć. Wysiadam oczywiście za daleko i zaczynam się zastanawiać, jak wyglądało życie przed erą google map.20180613_153451

Widok z busika taki sam jak z pociągu, lasy, lasy, lasy, waląca się chałupka, dalej lasy. W Kungur przesiadam się w miejskiego ogórka, z pomocą google map udaje mi się zlokalizować przystanek, na którym mam wysiąść. Znaków żadnych oczywiście nie ma, więc podążam błotnistą, wiejską drogą, po jakiś 500m jestem na miejscu. Kupuję bilet na tour z pokazem laserowym, mijam wypożyczalnię kurtek, hihihi dziękuję, mam swoją. Zwiedzanie jaskini z rosyjskojęzycznym przewodnikiem zajmuje 1h 40 min, temperatury w zależności od miejsca wahają się między -5C a 5C. Mogłam wynająć kurtkę… hihihi… Jaskinia fakt faktem jest ogromna, natomiast “lodowy” jest tylko początkowy odcinek. Pokaz laserowy jest trochę śmieszny, nietoperek gadający po rosyjsku brzmi przezabawnie. Wprawdzie nie wiem o czym, ale to już nieistotne. Przy wyjściu z jaskini uderza mnie fala gorącego powietrza, którego jakoś wcześniej nie odczuwałam. Różnica temperatur jest jednak duża.

_DSC649220180613_123503Wracam na przystanek tą samą drogą, co przyszłam i prosto wchodzę na cudeńko architektoniczne, którego przy wysiadaniu z autobusu nie zauważyłam. Dom odwrócony do góry nogami. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, takie domy widziałam w wielu miejscach, ale lokalizacja pomiędzy pokołchozowym budynkiem mieszkalnym i starą wiejską chałupą, oraz przyczepiona złota karoca powodują, że zaczynasz drapać się w głowę i zadawać sobie pytanie: dlaczego?

20180613_152043Na dworcu autobusowym robię fotkę Leninowi i wsiadam w zakurzony ogórek do Perm. Przez brudne szyby próbuję jeszcze uchwycić co nieco z drewnianej XIX wiecznej architektury, bądź ruin tego, co kiedyś było zapewne pięknym miasteczkiem.20180613_153507

20180613_155045
Drugiego dnia decyduję się wziąć taksówkę do Perm-36. Mimo, że można się tam dostać środkami transportu publicznego, wydaje mi się to zbyt czasochłonne.  Pani z Informacji Turystycznej zamawia mi kierowcę, odprowadza do taksówki i upewnia się, że będę dowieziona w odpowiednie miejsce. W drodze do gułagu znajduję odpowiedź na wczorajsze pytanie: skąd tak wiele przydrożnych krzyży i kapliczek, które  tworzą jedno wielkie poboczne cmentarzysko. Otóż na rosyjskich drogach nie ma zasad, kto pierwszy ten lepszy. Ot takie kamikadze. W Perm-36 jestem jedyną osobą odwiedzającą muzeum, cisza zdecydowanie pomaga odczuć ponurą atmosferę tego miejsca. Oprowadza mnie przewodnik, który wprawdzie marnie mówi po angielsku, ale wystarczająco dobrze, żeby przekazać podstawowe informacje. Jedynym mankamentem jest to, że trochę goni, a ja lubię na spokojnie porobić zdjęcia. W odległości 700m błotnistą drogą od pierwszego muzeum znajduje się drugie, mniejsze. Mimo, że Pani opiekująca się obiektem nie mówi po angielsku, decyduje się oprowadzić mnie, przekazując część informacji na migi, w czym jest zaskakująco dobra.

_DSC6517_DSC6510

Wracam do mojej kamikadze taksówki i łamiąc wszystkie możliwe przepisy drogowe, wracamy do Perm.
W ostatni dzień, tuż przed wyjazdem na Syberię, udaję się do skansenu we wsi Khokhlovka, oddalonej od Perm o 45 km. Po raz kolejny korzystam z pomocy Informacji Turystycznej w zamówieniu taksówki. Tym razem kierowca jest odwrotnością kierowcy z dnia poprzedniego. Chłopie dodaj gazu, za parę godzin mam pociąg do Krasnojarska! Pyr, pyr, pyr.
Sam skansen jest zdecydowanie godny polecenia, jeśli nie ze względuna na architekturę, to na lokalizację. Usytuowany na wzgórzu, nad rzeką, częściowo zalesiony, jest miejscem, w którym mogłabym spędzić cały dzień. Tak przy odrobinie słoneczka tylko… Ze względu na ograniczenia czasowe zamiast relaksującego spaceru zwiedzanie kończy się biegiem na czas. Z językiem na brodzie wracam do samochodu i pyr, pyr, pyr do Perm.

_DSC6626_DSC6643
Na stacji kolejowej jestem dwie godziny przed czasem, także zostawiam bagaż w przechowalni i idę wypróbować dworcową soljankę. Jestem pewna, że w momencie oddawania bagażu widziałam informację, że jest ona otwarta całodobowo, ale próbując odebrać plecak zoastaję zamknięte drzwi, a na drzwiach kartkę: przerwa techniczna. Techniczna?? Co się zepsuło?? Pułka?? Odwracam się i widzę machającego mi chłopaka, który z wielkim uśmiechem pokazuje na papierosa. Aha, techniczna…. Czas jechać dalej.
Jeśli miałabym określić jakoś Perm, nazwałabym je miastem miłych ludzi. Mimo bariery językowej każdy starał się być bardzo pomocny. Czy warto było tam się zatrzymać? Na pewno.20180615_064828

 

Dodaj komentarz