Pierwszym przystankiem na Syberii, nie licząc postojów w na trasie z Perm, jest Krasnojarsk. Po Nowosybirsku i Omsku jest to największe miasto na syberii z populacją przekraczającą milion.
Do Krasnojarska przyjeżdżam wczesnym rankiem, jest godzina 5 rano czasu moskiewskiego, 9 czasu lokalnego. Jest cieplutko, prawie 30C, 15 stopni różnicy między Perm. W hostelu nie mogę się zakwaterować, jest za wcześnie, więc zostawiam plecak na dworcu i idę na podbój miasta. Z uśmiechem na twarzy, w końcu dostanę tak długo wyczekiwany zastrzyk witaminy D, kieruję się w stronę Jenisej. Po drodze mijam pomnik pijaka. Tak, tak, każdemu się należy, przecież nie jeden poległ…
Jenisej jest przeuroczą rzeką, widoki z brzegu są przepiękne. W oddali widać zalesione wzgórza, gdzieś tam musi się znajdować Rezerwat Stolby, cel mojej podróży. Mimo wczesnej godziny widzę całkiem sporo ludzi wypoczywających na brzegu, parę osób opala się na leżakach. Przechodzę koło pary, która popija sobie winko. Patrzę na zegarek, jest szósta. Ale to czas moskiewski, lokalnie dziesiąta, butelkę można otworzyć, w końcu jest niedziela. Mijam statki turystyczne, zerkam na rozpiskę, niektóre rejsy trwają parę dni. Wybrać bym się wybrała, ale czasu nie mam.
Dochodzę do ponad stuletniego parowca, Pani pokazuje mi kajutę cara Mikołaja II i drugą, w drugiej klasie, którą podróżował Lenin. No chyba nie razem, co? Na statku znajduje się również mała wystawa wyszywanek, obok rękodzieła ludowego wydziergany Stalin. Cudeńko.
Po ponad godzinnym spacerze wzdłuż rzeki skręcam w stronę Rzek Syberii, kompleksu fontann. Pod fontanną grupa kucyków, na których za drobną opłatą dzieci mogą się przejechać. Ustrojone w głupkowate korony, stoją znudzone zwierzęta godzinami na słońcu. Z równie znudzonymi opiekującymi się nimi dziewczynami.

Tuż obok znajduje się krasnojarki Big Ben, który ma tyle wspólnego z Big Benem brytyjskim, że jest wieżą z zegareM. Ale ładnie gra. Ide do największego muzeum w mieście, które mieści się w budynku stylizowanym na świątynię egipską. Architekt, który go projektował miał obsesję na punkcie Egiptu. Widać.
Muzeum nosi nazwę Красноярский краевой краеведческий музей, co tłumaczy się jako Muzeum Mydła i Powidła. Nie tłumaczy się tak? A powinno. Znajduje się tam wszystko, a raczej po eksponacie wszystkiego. Na dole znajduje się wystawa etnograficzna, z ciekawością oglądam stroje autochtonicznej ludności Syberii, w głowie już wizje wyprawy w rejony, gdzie wciąż można spotkać lokalnych szamanów. A skoro pomysł… 
Kolekcja wypchanych futrzaków mniej mnie już interesuje, aczkolwiek wnikliwie analizuję wypchanego niedźwiadka. Jutro możemy się spotkać… Jest mini skansen, jakiś statek, mamut, szkielet dinozaura, zbroja średniowiecznego rycerza, gablota z medalami, szable, semafor…
W Krasnojarsku, tak jak w większości miast na Syberii, drewniana architektura przeplata się z radzieckimi blokowiskami, tworząc raczej dziwną mozaikę. Spaceruję jeszcze trochę po mieście, po czym decyduję się wracać na dworzec po plecak. Czas na odpoczynek, jutro dłuższa wyprawa… 

