

Bajkał jest najstarszym i najgłębszym jeziorem na świecie, oraz siódmym największym. Rozciąga się on na długość 636 km. i szerokość 79 km., stanowi ⅕ światowych zasobów wody pitnej. Maksymalna głębokość jest szacowana na 1642 m., średnia na 730 m. W zimie Bajkał całkowicie zamarza, otwierane są drogi, którymi można przejechać z jednego brzegu na drugi. Będąc domem dla około 1550 gatunków zwierząt, z czego 80% to gatunki endemiczne, czyli takie, które nie występują nigdzie indziej, jest niewątpliwie jednym z najciekawszych miejsc dla miłośników, przyrody. Jest również jednym z 10 miejsc w Azji, które znajdują się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Opcji wycieczki krugobajkalską koleją jest kilka, w zależności od dnia tygodnia. Ja jadę zwykłym, elektrycznym pociągiem na trasie Irkuck-Sliudianka-Listwianka-Irkuck. Ruszamy. Na ekranie pokazana jest trasa przejazdu, z głośników słychać rosyjskojęzycznego przewodnika, którego usilnie próbuję zrozumieć, chociaż częściowo. Nie jest to łatwe, podróżuje ze mną grupa turystów z Chin, jazgot w wagonie jest niemożliwy. Przez pierwsze dwie godziny widoki z pociągu są dokładnie takie same, jak na kilkutysięcznej trasie z Moskwy, głównie lasy i drewniane chałupki. Pierwszą stacją, na której się zatrzymujemy jest Sliudianka. Pociąg jest opóźniony, z 40 minut postoju zostaje 20. Jest to wystarczająco dużo czasu, aby szybciutko polecieć nad brzeg jeziora, które znajduje się zaraz za stacją. Pogoda jest marna, jest duże zachmurzenie, woda zlewa się z horyzontem. Wciąż, co jest najważniejsze, widać Bajkał.
To tutaj w Sliudiance zaczyna się właściwa trasa kolei krugobajkałskiej. A więc jedziemy dalej. Miejsce w pociągu zamówiłam od strony jeziora, przy oknie, aby móc robić zdjęcia. Oczywiście, jeżeli byłoby je widać…Wszystko jest poktyte grubą mgłą, tylko ledwie widoczne kamyki wskazują na to, że gdzieś tam może znajdować się woda. Pierwszą stacją jest Angosolka, maleńka wioska wciśnięta między góry i Bajkał. Wszyscy wysiadamy. Chińczycy grają w karty. Platforma jest krótka, z wagonów trzeba wysiadać po drabinkach.
Widoczność jest zerowa, do jeziora zejścia nie ma. Jedynymi atrakcjami są wiadukt i tunel oraz mała wystawa krajoznawcza.

Jedziemy dalej. Widoczność chwilowo się poprawia, ale nie na długo. Zaczynam być głodna. Wydaje mi się, że gdzieś czytałam, że na krugobajkałskiej trasie jedzenia kupić nie można, w pociągu trzeba je zamówić z wyprzedzeniem. Mam pomarańczę, mały batonik i banana. Nie mam banana, mam papkę bananową na dnie plecaka. Dieta cud. Prawie wszyscy w wagonie coś jedzą, to nie pomaga. Dojeżdżamy do Kirkirej gdzie mamy 40 minut przerwy. Wszyscy wysiadają, Chińczycy zostają. Grają w karty. 
Pojawia się iskierka nadziei, ktoś coś sprzedaje. Jest wędzona ryba i chyba orzeszki ziemne. Ryby do pociągu brać nie będę, decyduję się na chyba-orzeszki.
Szybki spacerek brzegiem, korzystam z chwili przejaśnienia, aby zrobić zdjęcia, daleko jednak się nie zapuszczam przez trawy i krzaki, gdyż zagrożenie kleszczami jest ogromne. 
Wracam do wagonu i biorę się za chyba-orzeszki. Chrum, chrum, to nie orzeszki, to coś jest w skorupce. Szybka inspekcja zębów, ok, są całe. Są to jakieś ziarna, smakują jak słonecznik, tylko skorupka jakaś taka inna. A więc skubię je wytrwale, mam się w końcu czym zająć, Bajkału znowu nie widać, książki do czytanianie wzięłam. Kolejną stacją jest Polowinnaja. Wow. Chińczycy odkładają karty i wysiadają. Tutaj dla odmiany można zejść do jeziora, pogoda też się poprawiła. Na chwilę oczywiście.

Rozwija się tu jakaś forma handlu lokalnego. Uwagę moją przyciągają różnej wielkości buteleczki wypchane gałązkami chojaków i szyszeczkami, i zalane jakimś płynem. To zapewne syrop na kaszel. Oferta jest kusząca, jednakże ponieważ zostało mi do przekroczenia jeszcze kilka granic, a ze służbami granicznymi zbytnio do czynienia nie chcę mieć, rezygnuję z zakupu.

Kolejny przystanek na trasie jest chyba najmniej interesujący, do tego znowu nic nie widać. Chińczycy grają w karty. Port Bajkał jest ostatnią stacją na trasie, tu przesiadamy się na statek, który zabiera nas do Listvianki. Port wygląda jak z horroru, ogromne zamglenie podsyca atmosferę, większość statków wygląda jakby były porzucone pół dekady temu. Odpływamy w siną dal, mam tylko nadzieję, że kapitan zna jezioro tak dobrze, że na ślepo też dopłynie. Bo nie widać kompletnie nic, a do radzieckiej aparatury zaufania jakoś nie mam.
