ULAN-UDE DO ULAN-BATOR KOLEJĄ TRANSSYBERYJSKĄ

Ostatni odcinek podróży transsyberyjskiej z Ulan-Ude w Rosji do Ulan-Bator w Mongolii jest zgoła inny niż poprzednie. Na rozkładzie na stacji kolejowej pokazane są dwa pociągi przyjeżdżające i odjeżdżające o dokładnie tej samej godzinie, jeden na trasie Moskwa-Pekin, drugi na trasie Irkutsk-Ulan-Bator. Zapewne jest to jeden pociąg z doczepionymi w Irkucku wagonami, które zostaną odczepione w Ulan-Bator. Aczkolwiek jestem w Rosji, każda inna kombinacja jest możliwa…

Pierwszym zwiastunem tego, że będzie to odrobinę inna podróż niż dotychczasowe jest to, że Prowadnica wita mnie angielskim hello. Jest chyba bardziej zaskoczona moim zdrastvujtie niż ja jej hello. Hello jest niestety jednym z pięciu słów jakie Pani potrafi powiedzieć po angielsku, co biorąc pod uwagę fakt, że w wagonie nikt nie mówi po rosyjsku zapowiada się ciekawie. W całym wagonie podróżuje nas osiem osób: para ze Szwecji, para ze Szwajcarii, Niemka, Kanadyjka i Holender. Luksusowo dostaję oddzielny przedział, tak mogę podróżować!

Ładując telefon na korytarzu słucham Niemki opowiadającej opowieści z krypty. A więc ma pierścionek na palcu, Rosjanie pytają się jej, co on oznacza, ona, że nic. Ojojoj to powinna go zdjąć, bo ją zgwałcą. Każdy jej pyta, gdzie jest jej mąż. Nie ma. Ojojoj to zgwałcą. Jęczy Holendrowi jaka ta Rosja dzika. Zaczynam się zastanawiać, czy my aby podróżujemy po tym samym kraju. I po chwili zdaję sobie sprawę skąd takie opowiesci się biorą. Zaczyna narzekać, że nikt się nie uśmiecha, że nie jest to w Rosyjskiej naturze. Chyba nie jest… Ale jak będziesz tak trajkotać każdemu menelowi na każdym rogu, to się nie dziw, że będą gadać takie a nie inne rzeczy. Takie zwykłe zasady bezpieczeństwa… Tak, ludzie mają tu inną mentalność, ale ja byłam miło zaskoczona rosyjską gościnnością. Wschodnia Europa nie jest dla wszystkich…

Pierwszy raz od wyjazdu z Moskwy spotykam zachodnich turystów, pierwszy raz też mogę swobodnie rozmawiać po angielsku. Po pięciu minutach dostaję nową rolę w wagonie, rolę tłumacza. Muszę wszystkim wyjaśnić, że na stacjach toalety bedą zamykane, otwierane są po wjeżdzie z miasta. Taaaak? Tak. A czeeemu? Bo z toalet wszystko jest spuszczane na tory. Taaaak? Tak, nie chcecie stać na peronie w oparach kupy. Aaaaa… Krajobraz po drodze jest kompletnie inny niż ten, do którego już się przyzwyczaiłam w Rosji. Teren jest górzysty, lasy ustępują stepom. Tylko te biedne, drewniane chałupki są takie same.

Dojeżdżamy do granicy Rosyjskiej, możemy wyjść na 10 minut na peron, zanim rozpocznie się kontrola, która wprawdzie jest długa, ale przechodzi bezboleśnie. Szybka kontrola paszportowa, przeszukanie pociągu i możemy jechać dalej.

Przejeżdżamy przez granicę, zatrzymujemy się na stacji. Na peronie rząd umundurowanych azjatów stoi na baczność salutując yyyyyy, pociągowi? Prowadnica biegiem zasłania rolety w oknach. Ojojoj, oni tego nie lubią. Gdzie ja jestem??? W Korei Północnej! W co ja do cholery znowu wsiadłam??? Łącznie kontrole na obu granicach zajmują prawie cztery godziny. Czasu na sen zostało mało, za parę godzin będziemy w Ulan Bator…

Dodaj komentarz