UŁAN-BATOR, MONGOLIA

 

Ułan-Bator jak większość miast, które dosięgnęły macki komunizmu, jest kłębowiskiem kurzu i betonu, ochydnej socjalistycznej pseudoarchitektury z przedmieściami, tak zwanymi ger districts, które przypominają zwykłe slumsy oraz centrum, w którym powoli wyrastają biurowce.

20180627_0723333777750931413062958.jpgDo stolicy Mongolii przyjeżdżam wczesnym rankiem, miasto jeszcze śpi. Po zrobieniu kilku okrążeń wokół dworca kolejowego celem znalezienia przechowalni bagażu kieruję się w stronę tabliczki hand-luggage. Byłoby łatwiej, gdyby po prostu narysowali walizkę. Oni zaoszczędziliby czasu na tłumaczeniu, ja na domyślaniu się, co to tłumaczenie znaczy. Pod dworcem mijam stadko babek sprzedających mleko bądź śmietanę z dużych, plastikowych kanistrów, które dwa dni temu zapewne służyły do transportu oleju. Napędowego… Właśnie przestaję być głodna. Paniom towarzyszy jeszcze pokaźniejsze stadko lokalnych menelików, którzy sporo energii wykorzystują do utrzymywania stałego poziomu alkoholu we krwi. Jeżuuuu, znowu jestem w Związku Radzieckim! Jest zbyt wcześnie, żeby zwiedzać, a więc kieruję się w stronę Dragon Station, aby kupić bilet do Karakorum. Tam odkrywam bardzo ciekawy system szybkiego kupna biletu. Wskakuje się na przód dłuuuugiej kolejki i czeka, czy osoba, która stoi z tyłu da kopa w dupę, czy nie. Jeśli nie, to misja zakończona jest sukcesem. Jest bardzo wcześnie, jestem niewyspana i mam bardzo mało cierpliwości. Po przestawieniu kilku cwaniaczków udaje mi się dotrzeć do kasy. Mam przygotowaną karteczkę z nazwą miasta i datą wyjazdu, ale to nie wystarczy. Kasjerka woła kogoś, kto mówi po angielsku. Ok, na którą chcesz bilet? A ile jest autobusów? Jeden. *!@***!!! Jestem w jakiejś równoległej rzeczywistości. Tak, chcę bilet na tą godzinę, o której ten jedyny autobus odjeżdża… Człapię do centrum. Pierwszym miejscem, jakie zwiedzam jest  klasztor buddyjski Gandan Tegchenling. Przed wejściem do klasztoru Hitchcock, chmary gołębi, za grosze można kupić woreczek z ziarnem. Uciekam, bo obsrają.20180626_0647233459550782319630438.jpg Jest to jedna z najważniejszych i największych atrakcji turystycznych Mongolii. Budowa kompleksu rozpoczęła się w 1838 roku. Czystki przeprowadzone przez komunistyczne władze, które doprowadziły do egzekucji 17 000 buddyjskich mnichów, dotkliwie dotknęły również ten klasztor. Kiedy w roku 1944 amerykański wiceprezydent Henry Wallace poprosił w czasie wizyty w Mongolii o pokazanie mu buddyjskiego klasztoru, ten właśnie został otwarty. Od tego czasu stał się on pokazowym klasztorem dla osób przyjeżdżających z Zachodu. Na końcu głównej ścieżki znajduje się Midjid Janraising Süm, główna atrakcja kompleksu z 26 metrową figurą pośrodku. Oryginalna statua została ufundowana przez Bogd Khana w 1911 roku w nadziei przywrócenia mu wzroku, który odebrał mu syfilis. Została ona usunięta przez komunistów w 1937 r. i prawdopodobnie przelana na naboje.

_dsc78366431966102364590896.jpg20180626_0709137613954605714915993.jpg20180626_0655177903744563274298486.jpg20180626_0704566446737810320040039.jpgKolejną świątynią w planie jest Choijin Lama, która otoczona jest ze wszystkich stron biurowcami. Jest naprawdę ciężko zrobić zdjęcie nie uchwycając jakiegoś budynku. Gdyby to jeszcze nie było wystarczająco drażniące, to już widzę pracownicę muzeum biegnącą do mnie z miotłą. Co znowu? Najpierw muszę wejść do świątyni, a później mogę ją obejść. No, muszę… Zaczyna padać, deszcz mnie znowu dogonił, czas uciekać.

20180626_0832518734701171648268569.jpgUlan-Bator jest miejscem, na zwiedzanie którego zdecydowanie wystarczy jeden dzień. Ja mam dwa, a to znaczy, że mam wystarczająco dużo czasu, żeby na spokojnie pokręcić się po mieście. Drugiego dnia zaczynam zwiedzanie od Pałacu Zimowego Bogd Khana, ósmego dżetsundampy i ostatniego chana Mongolii. Z jakiegoś powodu nie został on zniszczony przez komunistów, a przekształcony w muzeum. Pałac jest to raczej skromny, mieści on w środku kilka wystaw, w tym wystawę wypchanych futrzaków, z których niektóre były częścią prywatnego zoo Khana. Na zdjęciach można znaleźć słonia, którego kupił w Rosji za 22000 rubli. Słonik zimą był dogrzewany, aby przetrwać srogie mongolskie zimy, niestety po śmierci Khana zaniedbany zdechł.  Bardziej interesujące niż sam pałac, przynajmniej dla europejskiego oka, jest sześć świątyń znajdujących się zaraz obok.

20180627_0837173622113963092654105.jpg_dsc79222762885992449767008.jpgZ Pałacu Zimowego mam już bliziutko do Pomnika Zaisan wybudowanego przez sowietów dla uczczenia nieznanych żołnierzy poległych na różnych frontach. Mimo że radzieckie pomniki z ich alternatywną wersją historii niespecjalnie mnie interesują, ten ulokowany jest na wzgórzu, z którego widok na miasto może być znakomity. Słońce grzeje niesamowicie, do wierzchołka milion schodów. U stóp wzgórza główny bohater drugiej wojny światowej T-34, no oczywiście nie mogło go zabraknąć.

_dsc79555836480148343782706.jpgCzłapię powoli, ale marnie to idzie, jest chyba z 50C. Łapię się poręczy, ręka zlewa mi się z nią. No nie, aż tak gorąco nie jest, żeby metal się topił. Patrzę na dłoń, cała jest brązowa. Grrr, akurat dzisiaj zdecydowali się po raz pierwszy od sześćdziesięciu lat poręcz pomalować. Nie to, że nie ma co pół metra karteczek “świeżo malowane”. Są, oczywiście, że są, tylko ja potrzebuję drutu kolczastego, żeby w to nie wejść. Ok, wyschnie to się jakoś zeskrobie. Pewnie ze skórą… Na górze pomnik rzuca cień, którego tak mi brakowało. Widok jest piękny, mimo że miasto jest paskudne, jest ono pięknie położone między górami. Turlanie się w dół zajmuje zdecydowanie mniej czasu, niż wspinaczka pod górę.

20180627_0947005914168479002347016.jpg_dsc79802772192588156257164.jpg20180627_0942463626915420025112505.jpgNa zachód od pomnika, zaraz u podnóża góry znajduje się Budda Park, który parkiem jest tylko z nazwy. Stoi tam 16- metrowy pomnik Sakyamuni, ufundowany przez 99 letniego mnicha, Guru Deva.

_dsc80074055402884354630443.jpgZakurzoną i kompletnie zakorkowaną ulicą, słuchając przez pół godziny trąbienia samochodów, które prostuje mi zwoje w mózgu, udaję się na Plac Sükhbaatar. W lipcu 1921 roku bohater rewolucji bolszewickiej Damdin Sükhbaatar ogłosił tutaj ostateczną deklarację niepodległości od Chin. Obecnie plac nosi jego imię, a jego pomnik zajmuje centralną jego część. W 1990 roku zapewne mocno w grobie się obracał, bo to właśnie tutaj, na tym placu, miały miejsce pierwsze protesty, które doprowadziły do obalenia komunizmu w Mongolii. Koło części centralnej placu znajduje się tablica z dawnymi nazwami miasta, obecna nazwa Ulanbaatar została nadana miastu w 1924 roku na cześć zwycięstwa komunizmu nad ciemnymi mocami Mordoru, a tłumaczy się ona jako Czerwony Bohater. Czasami lepiej nie wiedzieć… _dsc7855508090135029750058.jpgW północnej części placu znajduje się pomnik pomnik Chingis Khana ufundowany w 2006 roku w 800-letnią rocznicę jego koronacji. Zaraz za placem znajduje się Narodowe Muzeum Historii Mongolii, jedyne muzeum, które zwiedzam w Ułan-Bator. Jest to potężny zastrzyk historii Mongolii, od czasów kamienia łupanego, aż po czasy współczesne. Na drugim piętrze znajduje się interesująca wystawa tradycyjnych ubiorów, czapek i biżuterii reprezentująca większość grup etnicznych Mongolii. Niektóre ozdoby ważą 20 do 25 kilogramów. A mi się nie chce dwulitrowej butelki z wodą nosić…Na trzecim piętrze znajduje się coś dla fanów mongolskich hord. Kolekcja zawiera XII wieczne zbroje, listy Guyuk Khaana do papieża Innocenta IV, tradycyjny ger, siodła, średniowieczne narzędzia i wiele innych ciekawych eksponatów.
_dsc80337422364466634673612.jpgGeneralnie Ulan-Bator jest raczej bazą wypadową w inne rejony Mongolii, niż celem podróży większości turystów. Tak, warto zwiedzić, gdy jest się w Mongolii, ale jechać do Mongolii, żeby zwiedzić Ułan-Bator już niekoniecznie.

20180627_0744053990558716321781614.jpg

Dodaj komentarz