PERM-KRASNOJARSK



Ponadto, na nagłego głoda, w każdym wagonie znajduje się “mini sklepik” zaopatrzony w łakocie. Dodając handel obnośny w pociągu, restaurację i oczywiście rosyjską gościnność, przymarcie głodem nie grozi. 
Rozmawiamy o podróżowaniu. Zaczyna mnie drażnić marna znajomość rosyjskiego, mimo, że jestem w stanie sporo zrozumieć, wydaje mi się, że moi odbiorcy rozumieją już mniej z mojej ukraińsko-rosyjskiej hybrydy, która składa się w 90% z ukraińskiego, a w 10% z rosyjskiego z ukraińskimi końcówkami. O angielskim mogę zapomnieć…Gramolę się na swoje górne łóżko zastanawiając się, czy ja w końcu z niego w nocy spadnę. Po prawie 12 godzinach snu z zadowoleniem stwierdzam, że nie leżę z obitą gębą na podłodze. I odkrywam związek między kołyską a dobrym snem.
Żegnam się ze współpasażerami z Omska, witam z nową współpasażerką jadącą do Krasnojarska. Okazuje się, że jej dziadkowie pochodzą z Polski, a na Syberię zostali zesłani w czasie II wojny światowej. Dostaję parę porad odnośnie tego, co powinnam w Krasnojarsku zwiedzić oraz lekkie ostrzeżenie przed niedźwiedziami. Dziewczyna pokazuje mi zdjęcie jej męża z upolowanym niedźwiedziem wielkości mamuta i opowiada jak ktoś z jej miasta został oskalpowany przez taką bestię w czasie porannego joggingu. Mam powiedziane, żebym sama nie szła tam, gdzie się wybieram, a jeśli już, to z grupą ludzi. Ooookeeey… Już się nasłuchałam różnych porad, żeby samej nie jechać na Syberię, bo Ruscy zjedzą. Ruscy nie zjedli, a jeszcze dokarmiają. Zdjęcie jest kiepskiej jakości przeróbką w photoshopie, z wklejoną czyjąś twarzą, ale wizja goniącego mnie przez las niedźwiedzia pozostaje w głowie. Może przynajmniej nie będę myśleć o kleszczach, które prześladują mnie już od jakiegoś czasu. Idę na korytarz podładować telefon. Nie, nie ma tym razem kontaktu pod stołem, sprawdziłam. Krajobraz się zmienił, lasy ustąpiły łąkom, widoki przypominają trochę Polskę. Tylko wyskakujące co raz walące się drewniane chałupki przypominają mi, że jestem w Rosji. 
Pani konduktor bierze się za sprzątanie, jest odkurzacz. To po jakiego czorta latała wczoraj ze słomianą miotłą? Nie ważne… Dojeżdżamy do Nowosybirska, pociąg ma tu prawie godzinny postój, mona liznąć miasta. 17 razy sprawdzam czas na rozkładzie jazdy i na zegarku. Idę. Nie idę. Idę. Nie Idę. Idę. Nie idę. Nigdzie nie idę, bo pojedzie beze mnie. Kręcę się po peronie, wsadzam nos do każdego sklepiku, kupuję magnesik, taki z dworcem w Nowosybirku. No co? Nie byłam? A byłam. 15 minut przed odjazdem truchcikiem do pociągu, bo mi jeszcze ucieknie.
Jeszcze jedna noc w pociągu i dojeżdżamy do Krasnojarska. Tak, to jest to! Po dziesięciu dniach szczękania zębami 30C!!!
Piękne zdjęcia
PolubieniePolubienie