SEUL, KOREA POŁUDNIOWA

Seul… Korea Południowa nie była nigdy moim wymarzonym kierunkiem, tym jednym z miejsc, o których nie przestaje się myśleć. Była po prostu po drodze, a skoro jest się już w okolicach, to czemu nie zajrzeć?Opinie na temat Korei Południowej słyszałam różne, czasem złe, czasem dobre. Nie jest ona jednak kierunkiem popularnym wśrd zachodnich turystów, miesce jakby trochę omijane, trochę zapomniane, trochę olewane… Jeśli jechać do Azji, to w pierwszej kolejności do Tajlandia, każdy chce stanąć na murze chińskim, każdy kocha Japonię. Był czy nie był, ale kocha. Bo Japonię kochać trzeba. A Korea? A tam Kim za miedzą… Korea ujęła mnie nisamowicie. A u mnie wow efekt występuje bardzo rzadko, jeśli w ogóle występuje.

Korea jest krajem o bardzo ciekawej kulturze, długiej historii i najlepszej na świecie kuchni. Choć czytałam gdzieś opinię jakiejś fish&chips osoby, że dumni i ksenofobiczni koreańczycy mocno ją przechwalają. Ja nawet nie wiem jak ich jedzenie porównać do zdechłych burgerów. Fakt, że mało jest tam zachodnich turystów, jest akurat pozytywnym aspektem. Koreańczycy są bardzo goscinni i weselutcy, co zapewnie potęguje fakt, że lubią się napić. Piwo czy soju jest obowiązkowym dodatkiem do obiadu. I jak ich tu nie lubić?

Można tu znaleźć wszystko, co symbolizuje kontynent azjatycki. No, może poza murem chińskim… Świątynie, kompleksy pałacowe, pradawne wioski, tradycyjne markety, niezliczone lokalne restauracje i stragany z koreańskimi przekąskami, ulice tętniące życiem, a wszystko to w perfekcyjnej symbiozie z nowoczesnym miastem, stolicą jednego z najbardziej rozwiniętych państw na świecie.

_DSC8735

Z lotniska do hotelu problemu z transportem nie mam, jest bezpośredni autobus. Problem zaczyna się po wysiadce, gdy orientuję się, że google map nie działa. Ups. Hotel okazuje się być za rogiem, problem z mapą pozostaje. W Południowej Korei restrykcje prawne zakazują eksporu map za granice, tak, można zainstalować aplikazję z nawigacją, ale po koreańsku. Jest to dużym zaskoczeniem, gdyż jest to jedno z najbardziej rozwiniętych państw w Azji, z najszybszym internetem na świecie. Powodem jest oczywiście Korea Północna i względy bezpieczeństwa. Udaje mi się zainstalować aplikację z mapą atrakcji turystycznych Seulu, która pomaga mi poruszać się pomiędzy pałacami, ale już nie koniecznie pokazuje drogę np. do hotelu. Nie byłby to problem, bo ja uwielbiam kręcić się w kółko, tylko jest środek lata, a środek lata w Azji to bynajmniej nie to samo, co środek lata w Europie.

Po zakwaterowaniu się wyczłapuję na wieczorny spacerek, próbuję obrać kierunek na Wieżę w Seulu, ale po 20 minutach zatrzymuje mnie ściana deszczu. Nie jest to zaskoczeniem, jest w końcu pora monsunowa. Mam kurtkę przeciwdeszczową, mam parasolkę i po 5 minutach kompletnie przemakam. Jest to jednak cieplutki deszcz, także nie zaracam sobie głowy z przeczekiwaniem pod jakimś daszkiem.

Ranek wita słońcem, nie jestem pewna czy powinnam się z tego cieszyć, ale biorąc pod uwagę, że jeszcze tydzień temu zapowiadali ulewy na cały mój pobyt w Korei, już wczesną porą wyruszam na podbój Seulu. Atrakcji jest wiele, zaczynam od najbliżej położonych. Wioska Bukchon Hanok zlokalizowana jest w niewielkiej odległości od mojego hotelu, ale oczywiście przyzwyczajona do używania google map nawet na polnej drodze, po 10 minutach gubię się. Sytuację ratują porozstawiani co parę ulic pracownicy informacji turystycznej, którzy zaopatrują mnie w dwie mapy, objaśniają gdzie iść i w jakiej kolejności zwiedzać. Bukchon Hanok jest tradycyjną, koreańską wioską położoną między Pałacem Gyeongbok i Pałacem Changdeok. Jest to plątanina wąskich alejek i tradycyjnych koreańskich domów zwanych hanok, która wspaniale oddaje 600 letnią atmosferę miejsca. W okresie panowania dynastii Joseon zamieszkiwali ją wysoko postawieni urzędnicy państwowi i arystokracja, w późniejszym okresie również osoby postawione niżej w hierarchii społecznej.

20180703_0502075675225821009789092.jpg

Tam po raz pierwszy spotykam grupy Koreańczyków ubranych w tradycyjne stroje, przechadzających się uliczkami i robiących sobie zdjęcia na każdym rogu. Wypożyczalni takich strojów jest wiele, wybór także jest ogromny. Później będę się napotykać na całe grupy poprzebieranych turystów, którzy zdecydowanie mają spory ubaw.

_DSC8742

Problem ze znalezieniem czegokolwiek skłania mnie do kupna biletu na hop on and hop off bus, turystyczny autobus, który zatrzymuje się koło rożnych atrakcji turystycznych. Pierwszy przystanek, bardziej z konieczności niż potrzeby zwiedzania, to Namdaemun Market. Jest to najstarszy i największy market w Korei a historia jego sięga roku 1414. Sprzedają na nim prawie wszystko, a więc nie będę mieć problemu ze znalezieniem letnich spodni. Stare, które swego czasu kupiłam za dolara w Kambodży, jakoś właśnie rozdarłam. A jak dziad nie będę przecież chodzić w podartych spodniach za dolara, do hotelu wracać się też nie chce. Więc kupuję takie porządne, za pięć dolarów, oj, będą służyć przez lata… Całe szczęście mam tylko półgodzinne okienko między autobusami, także oszczędza mi to trochę czasu spędzonego na buszowaniu po straganach z lokalnym żarciem i problemu wzdętego brzucha.

20180703_0711307485572488847826613.jpg

Kolejny przystanek to miejsce, w którym spędziłabym cały dzień, gdybym w Seulu zostawała na dłużej – The War Memorial Of Korea, muzeum poświęcone historii militarnej i wojnom toczonym przez Koreę, z naciskiem położonym na wojnę koreańską 1950-1953. Jest to najlepiej zorganizowane muzeum tego typu w jakim kiedykolwiek byłam. Składa się ono z 7 wystaw wewnątrz budynku oraz umieszczonej zaraz obok wystawy sprzętu bojowego, z takimi eksponatami, jak B-52 Stratofortress czy replika łodzi patrolowej Chamsuri, która została zatopiona przez Koreę Północną w 2002 roku.

_DSC8706

_DSC8692

Muzeum zwiedzam w tempie ekspresowym, co i tak zajmuje mi dwie godziny, ale czasu dużo nie zostało, a chcę jak najwięcej dzisiaj zobaczyć. Kolejną atrakcją po drodze jest wioska Namsangol Hanok. Wioska jest rekonstrukcją dobrze znanego resortu letniego okresu Joseon. Zlokalizowana w tradycyjnym koreańskim ogrodzie z pawilonem i przepływającym strumieniem wiernie oddaje atmosferę tamtych czasów. Kompleks składa się z pięciu tradycyjnych domów, w tym rezydencji wysokich urzędników państwowych, a także domów zamieszkiwanych przez klasę niższą.

_DSC8771

_DSC8780

_DSC8752

_DSC8744

Zostało mi jeszcze wystarczająco czasu, aby zatrzymać się w jednym miejscu, a więc korzystając z faktu, że mam bilet i nie muszę maszerować w upale pod górę decyduję się na Seoul Tower, która jest komunikacyjną i obserwacyjną wieżą położoną na górze Namsan, na wysokości 236 m., co jest drugim, najwyższym punktem w Seulu.

20180703_120400-15739373562083806285.jpg

_DSC8810

Dongdaemun Market jest ostatnim miejscem na dzisiaj, a raczej byłby, gdybym go znalazła. Wysiadam na odpowiednim przystanku, ale możliwości lokalizacji marketu jest tyle, ile otaczających mnie uliczek. Jest niby mapa przy przystanku, ale nie ma na niej tego, czego szukam.

_DSC8814

_DSC8812

_DSC8827

Do hotelu idę po omacku, nie dość, że mapy, które mam w telefonie są niedokładne, to jeszcze ładowarki zapomniałam. Telefon padł, a ja mam w 10 milionowym mieście znaleźć drogę do hotelu. Oookeyyy… Sprawa okazuje się jednak być łatwiejsza niż przypuszczałam. Szybko dochodzę do Cheonggyechon, prawie 10 kilometrowego kanału, który łączy rzekę Han z Morzem Żółtym. A stamtąd już wiem jak dojść. Jest to popularne miejsce wśród lokalnej ludności, namiastka naturalnego środowiska w wielkim betonowym mieście.

_DSC8832.JPG

_DSC8834

Zostały mi do zwiedzania wszystkie pałace i tylko jakieś 4 godziny w dniu jutrzejszym na zobaczenie wszystkiego. Znów z ambitnym planem wczesnej pobudki, który oczywiście upadnie z pierwszym dzwiękiem budzika, kładę się spać wcześnie.

Dodaj komentarz